brzydkie jestemnapograniczu karolina szewczyczak

Brzydkie

Już po urodzie pluszaków, w których lokowałam w dzieciństwie największe uczucia, można było poznać moje zamiłowanie do brzydoty.

Nie zrozumcie mnie źle, gust mam całkiem niezły. Sprawy estetyki są dla mnie zwykle bardzo ważne, zwłaszcza odnośnie wnętrz, w których przebywam. 

Jednak z podobną starannością, z jaką dobieram kolory i struktury poduszek w salonie, czy elementy garderoby, kocham się w brzydocie.

Rzeczy ładne cieszą oko. Brzydkie wywołują emocje.

Jako nastolatka przesiadywałam wieczorami w obmierzłych warszawskich barach. Takich, których progu nie przekroczyłaby noga żadnego dorosłego, którego znałam. Czy zamieniłabym wtedy te lepiące się od piwa blaty i brudne kible na modne warszawskie kluby? Nie, nigdy tego nie pragnęłam. Ta brzydota dodawała intymności, robiła miejsce na szczere rozmowy, upadki, pomyłki, błędy. Moje wspomnienia z tego okresu pełne są dymu papierosowego, którego zapach wżerał się nawet w bieliznę.

Ale jeszcze głębiej wgryzała się we mnie brzydota. Porywała do tańca neurony w moim mózgu, rozszerzała źrenice, zalewała falą ekscytacji.

Odpowiedzmy sobie szczerze. Więcej emocji budzi w tobie słoik przewiązany kolorową wstążką, z zapachową świeczką w środku, czy ten rozbity na kawałki u twoich stóp?

No właśnie.

Z tego samego powodu kochamy się w toksycznych partnerach, podróżujemy stopem, sięgamy po pierwszego papierosa. I nie widzę innego wytłumaczenia na fetysz stóp. 

Brzydota wywołuje silne emocje. A emocje uzależniają.

Dlatego pokazywanie nieidealnych ciał w mediach jest kontrowersyjne. Przecież w nieperfekcyjnym ciele nie ma nic wyjątkowego. Ale operowanie brzydotą (tutaj w rozumieniu odbiegania od przyjętego kanonu urody) na instagramie, czy w spotach reklamowych, jest czymś stojącym w opozycji do kultu rzeczy ładnych. Budzi emocje, zaburza idealny obraz świata, wprowadza dyskomfort. 

Kulturowo dążymy do pozbycia się brzydoty z otaczającego nas świata. Wycinamy krzywe drzewa i dzikie krzewy, by postawić na ich miejscu uporządkowane kamienne donice. Nie naprawiamy sprzętów, ani mebli, bo możemy mieć nowe, o bardziej pożądanym wyglądzie. Bywa bowiem, że piękno ma swój termin ważności i brzydota dotknie w końcu wszystkiego.

Nie mamy tolerancji dla niewystarczająco dobrych tekstów, zdjęć, czy rysunków. Proces tworzenia przestaje być istotny, gdy przychodzi do oceniania efektu. Zapominamy o godzinach starań i na dźwięk słowa: “brzydkie”, wyrzucamy pracę do kosza, kasujemy plik na komputerze i w najlepszym wypadku pozostajemy z uczuciem zmarnowanego czasu.

Budujemy ładną rzeczywistość. Oglądamy na instagramie pięćdziesiąte zdjęcie kawy w białej filiżance, zakładamy pastelową sukienkę, która w tym sezonie jeszcze jest ładna, choć termin ważności jej piękna kurczy się z każdym dniem, idziemy uporządkowaną betonową alejką, jemy finezyjnie podany kolorowy lunch i nie czujemy nic. Może poza poczuciem, że powinno być idealnie, ale z jakiegoś powodu nie jest.

Brakuje nam miłości do brzydoty. Akceptacji dla dzikości przyrody, niemodnych sentymentów, odbić z naszych luster pokazywanych na ekranach. 

Ja brzydoty potrzebuję. Kocham łamanie schematów, dziurę w ścianie od uderzania klamką, bliznę na mojej brwi, plamy po farbie na ulubionej bluzie, przekleństwa w ustach kobiety o porcelanowej twarzy. Te uczucia są znacznie silniejsze, niż komfort otaczania się rzeczami ładnymi.

Cieszę się, że świat zmienia się na lepsze. Ale boli mnie, że brzydotę zamknęliśmy szczelnie w naszych głowach, nie pozwalając jej wydostać się na zewnątrz.

A ty? Kochasz się w brzydocie?

1 thought on “Brzydkie”

  1. Myślę, że twoja „brzydota” to tak naprawdę piękno, ale zauważane tylko przez ciebie. To wszystko, co opisujesz, nie musi być szpetne, jeśli spojrzy się na to subiektywnie, nie biorąc pod uwagę kanonu. Wtedy wszystko staje się jakieś takie fajniejsze i bardziej ludzkie 🙂

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.