historia chaosu jestemnapograniczu karolina szewczyczak

Historia Chaosu

Towarzyszy mi poczucie, że gdzieś na etapie łączenia się komórek, tworzenia tkanek, rozwidlania żył, coś poszło nie tak. Może w brzuchu matki, a może jeszcze wcześniej. Chaos, mający uporządkować się pod postacią żywego organizmu, wymknął się spod kontroli i utkwił pod elastyczną skórą. 

Kiedy miałam 3 lata płakałam tak, że nie mogłam złapać powietrza i siniały mi usta. Płakałam, bo coś mnie uwierało, coś na styku ja – świat się ze sobą ścierało i piekło mnie boleśnie.

Poczucie nieprzynależności zostało, choć z wiekiem płakałam już mniej. Skóra zgrubiała i pociemniała. Wojna między porządkiem wszechświata a wewnętrznym Chaosem mogła toczyć się pod jej osłoną, niczym za zasłoniętą kurtyną. Widzowie dostrzegali uśmiech i nieobecny wzrok, nic więcej. Jedynie bardziej spostrzegawczy przeczuwali, że sprawy za kulisami nie mają się najlepiej. Ale kto by się pchał za kulisy?

Mijały lata. Miałam już krągłą pupę i jędrne piersi, uformowały się nienagannie i przyjemnie, choć można by się spodziewać, że wewnętrzny Chaos wypchnie je kanciaste i asymetryczne. Jednak ani przez chwilę nie miałam wątpliwości – On wciąż tam był. Sterował emocjami i słowami, a skórzana kurtyna rozdzierała się pod Jego naporem i plamiła krwią rękawy bluz.

Pierwsza dawka tabletek czekała na mnie w plastikowym kubeczku. Połknęłam wszystkie naraz. Wróciłam do szpitalnego łóżka. Nastała nieznana dotąd cisza.

Mijały dni. Tygodnie. Cztery razy dziennie stawałam w kolejce po swój kubeczek z lekami. Wokół działo się dużo, ale wewnątrz mnie wciąż było cicho.

Czułam Go czasem, jak pełza pozbawiony kończyn. Słaby, bezradny, chory. Kulił się w wielkiej przestrzeni, jaka powstała w moim wnętrzu. Było we mnie nowe miejsce, które tylko czekało, aż wypełnię je czymś dobrym. Ale nie miałam pojęcia czym i jak.

Żyłam więc z pustką i dogorywającym Chaosem w ciele. I myślałam, że tak już zostanie. Bo pustka była lepsza, niż On w pełni swojej mocy. Obojętność nazywałam wtedy spokojem i sama przygotowywałam sobie leki.

Trwało to latami.

Życie toczyło się swoimi torami, w dół, w górę, zawracało, skręcało i po którymś zakręcie zostałam sama i zatęskniłam za czymś, co wypełni pustkę. 

Powrócił z nieuchronnością, z jaką nagrzewa się zapalona żarówka. Powoli, konsekwentnie, rósł, wypełniał wnętrzności, płynął razem z krwią, wychodził z ciała wraz z włosami, czułam jego smak na języku. Tak przyjemnie znajomy, tak całkowicie oddany. Cześć, Przyjacielu.
Początkowo ocierał się o mnie jak kot, stęsknione stworzenie, które skazałam na lata cierpienia. Byliśmy dla siebie czuli. Byliśmy znowu razem. 

Widziałam, że Chaos się zmienił. Podczas pobytu w pustce dojrzał, nabrał mądrości wsiowego psa, który potrafi bezpiecznie przechodzić przez ulicę i zna wszystkie zasady sterujące wiejskim wszechświatem.
Ja wciąż byłam, jak ta trzyletnia dziewczynka z sinymi od płaczu ustami. Chaos przerósł mnie, prześcignął pod każdym względem. Czasem czułam, jakbym to ja była w nim, a nie on we mnie.

Łączył słowa w zdania, których sama nie potrafiłabym ułożyć, dostrzegał krzywdę w zachowaniu innych i bronił się przed nią moimi rękoma, był zawsze głodny i spragniony, wiecznie potrzebował bodźców. A ja byłam już zmęczona.

Wciąż łykałam tabletki, ale nie miałam już całych kubeczków, a Chaos zręcznie wykorzystywał słabe strony substancji psychotropowych.  

Któregoś dnia, kiedy spał, oparłam głowę na jego szorstkim karku i wpatrywałam się w sufit. Chciałam spróbować medytacji, bo podobały mi się świeczki, palo santo i te bambusowe maty. Chaos zachęcał mnie z resztą do zamawiania kolejnych paczek ze sklepów online, lubiliśmy tę chwilową radość z nowych rzeczy. Pomyślałam więc, że nie zaszkodzi spróbować, sięgnęłam po telefon i wyszukałam pierwszą lepszą medytację w sieci. 

To było trudne. Z jednej strony czułam, jak rozluźniają mi się mięśnie, z drugiej, moje myśli biegały dosłownie wszędzie, przed oczami pojawiały się bezsensowne obrazy, oddech wariował, gdy tylko próbowałam się na nim skupić.
Coś w tym szaleństwie mnie zaciekawiło. Gdzieś tam krył się jakiś skarb, całkowicie dla mnie niedostępny. Żeby do niego dotrzeć, musiałam próbować dalej. I próbowałam co wieczór.

Podczas którejś medytacji siałam w myślach nasionko, które wykiełkowało i stało się drzewem. To chyba ono wpadło gdzieś w sam środek mnie i zaczęło się rozrastać. Wypełniało powoli miejsce, w którym gościli jak dotąd tylko Chaos i pustka.
Byłam pewna, że Chaos się wścieknie. Czekałam na ciosy i rozdarcie, myślałam, że połamie roślinę i pożre ją. Jednak nic takiego się nie stało. Chaos polubił Drzewo. Często zasypiał w cieniu liści, lub ocierał kark o szorstki pień.

Zmieniałam się. Myśli coraz rzadziej mi uciekały, miałam w głowie więcej słów – własnych, nie dyktowanych przez Chaos. Mięśnie rozluźniałam jedną myślą, robiły się przyjemnie ciężkie. Chaos coraz więcej czasu spędzał z Drzewem i zajmował się swoimi sprawami. Więc i ja zajęłam się swoimi. Wyostrzyły mi się zmysły, skupione wcześniej jedynie na czarnej rozpaczy, zaczęłam pisać. Pisałam, wysyłałam teksty znajomym, opłaciłam warsztaty pisarskie.
Zmieniła się też moja relacja z Chaosem. Od czasu, gdy osiadł spokojnie pod Drzewem i wiódł szczęśliwe życie w jego cieniu, stał się dla mnie inspirującym kompanem. Poruszał czułe struny, gdy do wnętrza wdzierała się pustka, bajał i snuł swoje historie, wspinał się na drzewo i zrywał z niego owoce mojej pracy, oglądał je i doceniał.
Ostatecznie zmienił się też sam Chaos. Szorstka sierść na jego grzbiecie zrobiła się miękka i błyszcząca, nie był już tak potężny jak wcześniej, ale wyglądał zdrowiej, zwężone źrenice zwiększyły objętość, skóra nie opinała się drastycznie na każdym mięśniu. 

Teraz wiem, że Chaos już zawsze będzie ze mną. Efekt uboczny formującego się porządku, defekt powstały podczas procesu tworzenia nowego życia, którym jestem ja. O Drzewo trzeba dbać, by nie umarło. Jest już silne i nie wymaga codziennej uwagi, ale nawet najpotężniejsze drzewa kładą się u stóp burz i huraganów. A Chaos pokochał Drzewo i ja również je pokochałam, pokochałam też Chaos i może, kiedyś, cichym głosem, powiem, że pokochałam i siebie.

„Chaos był zawsze naturalnym stanem wrzechświata”

Dan Brown

2 thoughts on “Historia Chaosu”

  1. Wicher wieje
    Wicher słabe drzewa łamie hej
    Wicher wieje
    Wicher silne drzewa głaszcze hej
    Najwazniejsze to być silnym
    Wicher silne drzewa głaszcze

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.