o brzydkiej prawdzie jestemnapograniczu karolina szewczyczak

O brzydkiej prawdzie, śpiewająco

Nawet nie potrafię wskazać momentu, w którym z mojej playlisty zniknęły Nirvana, Alice in Chains i Pearl Jam, a na ich miejsce wskoczyli Bruce Springsteen, Phil Collins i Cyndi Lauper. 

Nie wierzę, że człowiek może się zmienić natychmiast, ale zawsze byłam ślepa na szarości. Znam początki i końce. Przed i po. Czarne i białe. Choć bywało i na odwrót, bo ileż razy w moim życiu po było przed, a początek następował bezpośrednio po końcu. 

Podobno droga do celu przynosi więcej satysfakcji, niż sam cel. Dla mnie droga to trudny do nazwania i zapamiętania bałagan, rozmyte granice pomiędzy wzlotem a upadkiem, zlane tony emocji, uczuć i wyrazów twarzy. Ścieżka przemknięta chyłkiem, na miękkich kolanach, zawsze w zbyt cienkim ubraniu i mokrych butach.

Być może szłam, nie mając celu. Byle jak najdalej od tego, co było. Być może od samej drogi chciałam uciekać.

Teraz, kiedy Bruce śpiewa: wanna change my clothes, my hair, my face z pogodą ducha, z jaką mówi się o rozwiązanym bucie, krzyczę razem z nim i rozumiem tę jego wesołość i dystans i nie pamiętam, który szlak mnie tu przywiódł, ale chcę tu zostać.

Całe życie przygniatał mnie ciężar porównań. Na każdej wymyślonej przeze mnie skali, zajmowałam miejsce poniżej przeciętnej. Zdecydowanie zbyt nisko akceptowalnego poziomu. 

Inne kobiety miały zadbane paznokcie, szczupłe nogi i pewność siebie. Ja wciąż gryzłam palce, płakałam w sklepowych przymierzalniach i podczas każdej społecznej ekspozycji, najmocniej na świecie pragnęłam jedynie zniknąć. Koledzy ze szkolnej ławki oświadczali się i zajmowali prestiżowe posady, ja przerwałam jednolite studia na ostatnim roku magisterki i nikt nigdy nie zaoferował mi wspólnego życia aż po grób. Na ekranie telefonu oglądałam zdjęcia z egzotycznych plaż, całujące się pary, nieskazitelną cerę, błyszczące oczy i modne ciuchy i płakałam. Płakałam z bezsilności i rezygnacji, bo przecież znałam powód, przez który moje życie nie nadawało się do publikacji. Powód, który mieścił się między moimi skroniami i nazywał osobowość chwiejna emocjonalnie. 

Tyle długich lat nienawidziłam swojej emocjonalności. Zagłuszałam ją przekleństwami, topiłam w alkoholu, zakrywałam śmiechem, tuszowałam jej obecność kryjącym podkładem i korektorem pod oczy. Biłam się z nią całymi nocami. Za każdym razem przegrywając. 

A dziś śpiewam sama do siebie: “I see your true colors and that’s why I love you”. Bo dziś wiem, że tylko prawda jest piękna, mimo że moja prawda jest brzydka.

Bo prawda o mnie jest taka, że płaczę podczas oglądania bajek i na widok bezdomnego kota, że nie mam długich nóg, ale posiadam za to pełne usta i gęste włosy. Nadal obgryzam paznokcie, boję się obcych i nie planuję kupować białej sukni, ale mam przyjaciół, których traktuję jak rodzinę i wierzę, kiedy Phil śpiewa: 

You can’t hurry love
No, you’ll just have to wait
Just trust in a good time
No matter how long it takes”

Prawda jest taka, że nie zmieniło się nic, mimo że zmieniło się wszystko.  

Nie potrafię nawet wskazać momentu, w którym motto: “I hate myself and I want to die”, ustąpiło słowom:

“So don’t be afraid to let them show
Your true colors
True colors are beautiful
like a rainbow”

 

3 thoughts on “O brzydkiej prawdzie, śpiewająco”

  1. Ale mnie ukochałaś tym wpisem! Patrząc wstecz, też jakoś nie wiem kiedy z czarnych, spowitych smutkiem, śmiercią i przygnębieniem utworów zaczęłam słuchać czegoś pogodniejszego. Emocje w mojej głowie zawsze bywały skrajne, zresztą, teraz też tak mam, tylko, że jestem ich świadoma, nie popadam w czarną dziurę, żeby kolejnego dnia, jak tylko się z niej wygrzebię, wystrzelić w niebo jak z procy i cieszyć się jak dzik, który znalazł w runie tonę trufli. Doceniam wszystkie swoje emocje, zauważam, utulam, pozwalam sobie mieć chujowy nastrój, wiedząc, że będzie lepiej. Nie zatracam się w euforii, bo wiem, że za moment będzie jej mniej. Cieszę się z tego tu gdzie jestem, i w życiu… i dosłownie, tu na Twoim blogu, pod tym postem ❤

  2. Mam wrażenie, że pewne fragmenty sama napisałam. Chodzi mi oczywiście o odczucia- nie dublowanie słów. Chyba mamy podobną emocjonalność. Bardzo podoba mi się to zdanie z „I see you true colors…” Jest takie WOW. Cieszę się, że piszesz! To otworzy oczy wielu ludziom!

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.